Gaude Maria

Narodzenie Chrystusa

Narodzenie Chrystusa

Gdy głęboka cisza zalegała wszystko, a noc w swoim biegu dosięgała połowy, wszechmocne Twe słowo z Nieba, z królewskiej stolicy . . . runęło pośrodku zatraconej ziemi[i].

Długo wyczekiwany przez narody, obiecany Jednorodzony, Odkupiciel, o którego przyjście wierni modlili się tysiące pełnych znoju lat, przyszedł wreszcie na ziemię w małej wiosce Betlejem, gdy na tym świecie walczącym przez krótki czas zapanował pokój. Pokój ów był trudny, bowiem zrodził się pod żelaznym uściskiem cesarza Augusta. W posłuszeństwie wobec władcy Józef opuścił swój dom w Nazarecie, aby udać się do miasta Dawida i wraz z Maryją, zaślubioną sobie małżonką, wziąć udział w spisie ludności. Taka podróż w środku zimy stanowiła dla nich wielką trudność – jako że prawa tyranów często są niedorzeczne i dokuczliwe. Jednak Maryja i Józef byli przyzwyczajeni do posłuszeństwa i stosując się do dumnego prawa ziemskiego władcy, wypełnili proroctwo Władcy wyższego, zgodnie z którym Odkupiciel miał się narodzić w Betlejem. W niedalekiej przyszłości Chrystus miał umrzeć z wyroku ziemskiego sędziego, który również stał się wykonawcą odwiecznego wyroku. Teoretycznie łatwo jest pamiętać o tych rzeczach, ale w Betlejem, w tym przenikliwym chłodzie, gdy wszystkie drzwi były dla nich zamknięte, Maryja i Józef potrzebowali zarówno wiary, jak i pokory, aby dostrzec rękę Boga w nieżyczliwości stworzeń. Według słów nicejskiego wyznania wiary Jezus jest:

[…] Synem Bożym, zrodzonym z Ojca, jako Syn jedyny, to jest z istoty Ojca; Bóg z Boga, światłość ze światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego; zrodzony, nie stworzony; […] współistotny Ojcu; […] przez niego wszystko się stało […][ii].

Gdy jednak zstąpił z Nieba, aby narodzić się na ziemi, nie zrezygnował z obowiązku posłuszeństwa wobec swoich własnych stworzeń — Maryi i Józefa. Oni z kolei byli posłuszni swoim ziemskim przełożonym, nie dlatego by byli mniej znaczący, lecz dlatego, by pokazać nam — dumnym stworzeniom — że ludzie będący najbliżej Boga są najbardziej pokorni.

Może się to nam wydawać dziwne, że naród hebrajski, który tak długo czekał i prosił o Jego przyjście, nie przyjął Go, gdy On wreszcie się zjawił. Dlaczego pozwolili Mu narodzić się w stajni? Otóż pokora nigdy nie była przyjmowana z honorami przez pysznych ludzi, a pokorni rzadko budzą uznanie. Hebrajczycy oczekiwali króla, który przybyłby w chwale, aby przywrócić ich narodowi dawną świetność. Czekali na wielkiego króla ziemskiego, który by zmiażdżył ich wrogów i uczynił ich władcami ziemi. Król, który przybył jako małe dziecko, w pokoju i ciszy, nie był typem Mesjasza, którego oczekiwali. Tak więc, kiedy przyszedł jako Słowo, „świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał”[iii]. Tylko osoby, które nie były „ze świata” i nie podzielały światowego ducha chciwości i egoizmu, umiały rozpoznać w małym Synu Maryi Odkupiciela — Światłość świata.

Maryja tymczasem wiedziała. Anioł oznajmił Jej podczas Zwiastowania, że Jej Pierworodny będzie Synem Bożym, Królem, który będzie panował na wieki. Jej Serce musiało krwawić, gdy widziała powitanie, jakie świat Mu zgotował. Tronem, który przygotował dla swego króla, była chłodna stajenka na zboczu wzgórza, w której zwierzęta rozgrzewały Go swoim oddechem. Witającymi Go byli tylko przestraszeni pasterze, klękający z bojaźnią, by uwielbić Tego, którego narodziny ogłosili im aniołowie. Królowie i władcy, którzy powinni przybyć, aby złożyć Mu hołd, znajdowali się daleko i byli zbyt zajęci, by troszczyć się o tę biedną młodą parę, która musiała schronić się w grocie, ponieważ „nie było miejsca w gospodzie”. A Maryja, pomimo iż doświadczała ogromnej radości trzymania w ramionach Tego, którego wyczekiwały narody, musiała gorzko zapłakać, ponieważ ziemia, którą On stworzył, nie dała mu nic więcej. Nic więcej? Ależ owszem, pewnego dnia miała zaoferować Mu kolejny tron na szczycie Kalwarii, cierniową koronę na Jego śliczną głowę, gwoździe – daleko większe niż drobne ręce, które pewnego dnia miały zostać przybite do drzewa krzyża. Maryja wiedziała, co ziemia zgotowała dla swego Odkupiciela.

To prawda, że Bóg ukształtował dla siebie najdoskonalszy tron na całym świecie – nieskazitelną świątynię łona Maryi. Kiedy jako drżące niemowlę leżał w Jej ramionach, doświadczał najdoskonalszego uwielbienia, na jakie serce stworzenia mogłoby się zdobyć. Nawet gdyby Bóg nie stworzył żadnej innej duszy poza duszą Maryi, Jego bezgraniczna moc, Jego miłość, miłosierdzie i dobroć od Niej samej otrzymałyby satysfakcjonującą zapłatę za Jego dobrodziejstwo względem natur ludzkiej. W rzeczywistości jednak Maryja nie była jedynym stworzeniem Boga. Stworzył On anioły, które miały swoją próbę – niektóre wówczas upadły i już nigdy się nie podniosły. Stworzył człowieka „mało co mniejszym […] od aniołów”[iv], ale także i człowiek Go zawiódł. W swoim Miłosierdziu Ojciec zesłał swoim stworzeniom Odkupiciela. Cóż one zrobiły i jak Go powitały, stając z Nim twarzą w twarz?

Przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli[v].

Nie trapiły Go zimne wiatry, które ogarniały tej nocy wzgórza Judei, bowiem On uczynił te wiatry i były Mu one posłuszne nawet w swym zimnym powiewie. Chłodem, którego nie powinien był doświadczyć, była nieczuła obojętność ludzkich serc, bowiem serce człowieka zostało stworzone do miłości. Prawdopodobnie nie martwił się zbytnio właścicielami gospód, którzy tej nocy zamknęli przed Nim drzwi. Byli oni bowiem biedni i nieświadomi, przeciążeni tłumami przybywającymi do Betlejem – i prawdopodobnie popełnili niewielki grzech. Skąd mogli wiedzieć, że ta biedna młoda kobieta miała być Matką Mesjasza? Nie powiedziała im tego. Tymczasem my, którzy wiemy, kim On jest, nie możemy uciec od odpowiedzialności. To my Go nie przyjmujemy.

Jakże osobliwe i przykre jest to, że On przychodzi, niosąc nam radość, której wszyscy potrzebujemy:

Niech się cieszy Niebo i ziemia raduje […] przed obliczem Pana, bo nadchodzi[vi],

a nam nie jest dane tego doświadczyć. Świadomie zamykamy drzwi przed jedyną radością – umyślnie odrzucamy to, co Chrystus nam przyniósł, odbywając długą podróż z Nieba na ziemię.

Nic w całej literaturze światowej nie jest tak pełne radości, jak modlitwy Kościoła w czasie Adwentu i Bożego Narodzenia. Każdy naród ma swoje dziedzictwo piękna w sztuce, poezji i muzyce. Nawet jeżeli obcy tyran przejmie władzę, ludzie będą lgnąć do swego narodowego bogactwa literatury. Otóż liturgia Kościoła jest ogromnym skarbcem bogactw, z którego mogą czerpać wszyscy posiadający jedną wiarę. Podziały narodowe znikają, gdy cała ziemia krzyczy dzisiaj, tak jak dwa tysiące lat temu:

Ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę,

mój Boże, Tobie ufam […]

Daj mi poznać drogi Twoje, Panie, i naucz mnie Twoich ścieżek![vii]

Podziały nikną także wobec ostatniej radosnej obietnicy zawartej w tekstach liturgicznych Mszy Świętej Wigilii Bożego Narodzenia:

Rano ujrzycie chwałę Pana[viii].

Modlitwy adwentowe tchną radością, której nic na ziemi nie może dorównać, ponieważ pozostają w doskonałej harmonii z duchem tych, którzy przyjęli Odkupiciela. Wszak mogą to być słowa samej Maryi, Józefa lub pasterzy. Odmawianie co roku tych modlitw, które podsuwa nam Kościół, jednoczy nas duchowo z pokornymi świadkami, którzy Go ujrzeli i zrozumieli. Powracanie do nich sprawia, że Wcielenie staje się żywym wydarzeniem, nie tylko historycznym faktem, ale ogromnie ważną częścią naszego życia – wydarzeniem, które wciąż dzieje się na nowo.

Ty i ja nie byliśmy w Betlejem, kiedy Jego Matka wędrowała po ulicach miasta, szukając miejsca, w którym mógłby się urodzić Odkupiciel świata. Jesteśmy natomiast obecni, kiedy ponownie rodzi się On codziennie podczas Mszy Świętej, a mimo to każdego dnia znajdujemy miejsce dla wszystkich – z wyjątkiem Chrystusa. Przychodzi On do nas w Komunii Świętej, przynosząc nam radość, siłę, świętość i pokój, a my często nie mamy dla Niego czasu. Jego Matka nauczyłaby nas, jak być pokornymi i posłusznymi, ale nie mamy czasu także dla Niej. Być może jesteśmy zbyt zajęci, aby odpowiedzieć na Jej pukanie, lub mamy niepokojące przeczucie, że świętość może się wiązać z niewygodą. A to właśnie wygód żąda od życia współczesne pokolenie.

Dwa tysiące lat są niczym w oczach Boga, który jest wieczny. Dzisiaj z całą pewnością otrzymujemy szansę, aby przyjąć lub odrzucić Chrystusa, tak jak dawno temu, w pewną gwiaździstą noc, otrzymali ją ludzie z Betlejem, gdy:

Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas[ix].

Nie możemy „pójść do Betlejem i zobaczyć”[x] wraz z pasterzami, ale nasza wiara podpowiada nam, gdzie możemy Go znaleźć i dlaczego przyjął na siebie ubogie odzienie naszej ludzkiej natury. Nie możemy zasłaniać się niewiedzą, jak właściciele gospód z Betlejem. Mieliśmy zbyt wiele okazji i zbyt wiele dobrych przykładów do naśladowania, by móc nie wiedzieć, Kim On jest. Jaka to strata, gdy świadomie odrzucamy radość, którą On nam przynosi, i w naszej pysze „nie przyjmujemy Go”[xi]!

Nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Albowiem Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany, na Jego barkach spoczęła władza. Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju. Wielkie będzie Jego panowanie w pokoju bez granic[xii].

 

 

Źródło: s. M. J. Dorcy OP, Our Lady's Feasts, New York 1945 [tłumaczenie własne].

 


[i] Mdr 18, 14-15.

[ii] Dokumenty soborów powszechnych: tekst grecki, łaciński, polski. ks. Arkadiusz Baron, ks. Henryk Pietras (układ i oprac.), t. 1, Kraków 2001 — przyp. tłum.

[iii] J 1, 10.

[iv] Hbr 2, 7 — przyp. tłum.

[v] Cf. J 1, 11.

[vi] Ps 96, 11‒13.

[vii] Ps 24, 1-4.

[viii] Wj 16, 7.

[ix] J 1, 14.

[x] Łk 2, 15.

[xi] Cf. J 1, 11.

[xii] Iz 9, 1-6.